Drap Drap
Dysponuje KOTEM. Wersja żeńska, potocznie zwana kocicą, w domowy narzeczu, Zuzą.
Kocica została poddana procesowi socjalizacji kota. Nic trudnego, po prostu zamiast brać do domu 3 tygodniowego kociaka, który na nas będzie ćwiczył zęby, pazury i swój temperament, bierzemy kota 3-miesięcznego. Wszystkie eksperymenty życiowe realizował na swoim rodzeństwie, wiec i nauczył się jak się bawić bez wystawiania pazurów. Jak gryźć bez w zabawie bez odgryzania palców.
Dumny właściciel Zuzy, pokazuje dłonie bez jednej rysy z kociego pazura. Mimo wczorajszej, wieczornej, intensywnej zabawy.
- KoT, a dlaczego masz podrapany nos? - zapyta ktoś wścibski
- Nie udało mi się jeszcze zsocializować Maksa. Nadal drapie jak leci i gdzie popadnie...
by zwykly0n | 2011-04-06 10:59:47 |
skomentuj! (0)
Lubie.
Lubię sterczące sutki.
Dziwne?
by zwykly0n | 2011-02-14 23:19:52 |
skomentuj! (1)
GŁODNYKOT
Z czego składa
się GŁODNYGOKOT?
- Z kociego ogona.
- Z KOTA
właściwego.
- Z wściekłego
apetytu, ktorego efektem jest wciskanie się w talerzyk Młodego gdy ten próbuje
wciskać w siebie kanapkę.
Ach.. i
zdecydowanego MRUCZENIA, które mam niby rozumieć GŁODNYMRRRKOTMRRRGŁODNYMRRR
by zwykly0n | 2011-02-09 20:11:17 |
skomentuj! (0)
Naiwność
La la la. Muzyczka
z telefonu odrywa mnie od wciskania kolacji Młodemu. Młody daje radę z
jedzeniem, ale przecież cała frajda jak mu się kanapkę pokrojoną w małe
kosteczki wciśnie do buzi nie?
- Halo?
- Dzwonię z PTE
coś tam, prowadzimy akcję informacyjną w sprawie OFE, chciałabym Pan przekazać
informację
- Bardzo dziękuję,
nie jestem zainteresowany
- ... acha.
I rozłączyłem
się.
Pomyślałem
przez chwilę nad tematem. PO odbiera OFE ciasteczka. No bo 3% z mojej kasy ktoś
sobie co miesiąc zatrzymuje za ‘zarządzanie’. Powinien zatrzymywać sobie za
efektywność, czyli za to co zarobił, a nie co mu wpłacono (w sumie ja tego
przecież nie robię). A ten ktoś te ‘moje’ 3% wydaje nie tylko na swoje pensje,
auta służbowe i takie tam, ale i na akcje marketingowe (Call Center, koszty
połączeń, reklamę, sponsorowane czasopisma, sponsorowanych dziennikarzy,
konferencje... itp) gruuuba kasa, aby mnie przekonać, że jak PO zabiera im i
wrzuca do ZUS to ja mam gorzej.
Mam? Może mam.
Ale kurna, dlaczego wydają na to ‘MOJE’ 3%?
Mieli okazję
zmniejszyć to do 0,5%. Albo zaproponować, że będą pobierać od wypracowanych
zysków. Mieli na to ileś tam lat (20?), a teraz płączą.
Wiec..
ewentualnie, proponuję za ‘MOJE’ 3% kupić.. chusteczki do nosa. Jednorazowe.
by zwykly0n | 2011-02-09 20:05:50 |
skomentuj! (0)
Motto
Demokracja
jest wtedy, gdy dwa wilki i owca głosują co zjeść na obiad.
Wolność
jest wtedy, gdy uzbrojona po zęby owca może się bronić przed
demokratycznie podjętą decyzją.
Benjamin Franklin
by zwykly0n | 2010-10-22 21:53:13 |
skomentuj! (1)
Krótko.
Rodzinna impreza.
Radośnie, wesoło. Z uśmiechem tu i tam...
I nagle, że w tle tego bałaganu prawda o życiu...
Musiałem się napic.
Szybka wódka. Na zdrowie.
by zwykly0n | 2010-10-04 19:21:33 |
skomentuj! (1)
327 km
Zapakować się do auta, które udaje terenowe, ale ma mały bagażnik, wspierany wielkim boksem na dachu to wyzwanie.
Ale, gdy robi się to po-raz-któryś, to człek staje się ekspertem od pakowania. Tu wcisnąć, tam przycisnąć. Tu przekręcić. Tam zapakować. Efekt, auto nadal stoi na kołach, Megi siedzi wygodnie, Zuza próbuje dogadać się ze swoim wewnętrznym FUJ, a Młody właśnie pakuje do buzi podróżniczą zabawkę*)
*) podróżnicza zabawka tym się różni od innej zabawki że przydaje się w podróży. Albo dynda nad Młodym, albo na niego spada, albo nie można jej znaleźć. W każdym razie jak jest to daje się z nią zrobić różne, znane tylko Młodemu rzeczy...
Deszcz przylepia się do szyby, wycieraczki siłują się, przegrywając co jakiś czas, wygrywając też co jakiś. Wlepiam oczy w drogę, wygodnie wciskając guzik CRUSE CONTROL, auto jedzie, muza brzęczy, Megi myśli, Zuza śpi, Młody ćwiczy nowy zestaw dźwięków, które z siebie potrafi wydobyć:
- dadadadadada
- tatatatata - to mi się nawet podoba, ale po przeczytaniu instrukcji obsługi Młodego, część druga, rozdział - umiejętności siedmomiesięcznego gościa, wiem, że to z TATA nie ma nic wspólnego, ot ćwiczymy brzęczenie..
- nia nia nia nia - dodaje Młody, tak dla podkreślenia wagi tematu.
- miauuu - dodaje Zuza, wybudzona a chwilę z kociego snu.
Lubie nasze podróże. Przemieszczanie się punktu A do B sprawia, że Polska mi się skurczyła. Wrocław, Poznań, Warszawa, i po drodze różne miejsca, stają się oczywistością. Kilometry wbijają się w koła i mój kręgosłup, i trochę się gubię, gdy myli mi się południowy wjazd do Poznania z Wrocławiem. Albo łóżko z łóżkiem, otwierając oczy, przez chwile nie czuję rzeczywistości wyznaczonej współrzędnymi DżiPieS.
W trakcie, zwykle oddaję się bezmyślnej kontemplacji otoczenia. Wiesz jak wygląda dzikie pole za oknem? A zachód słońca? Albo Łoś stojący na środku drogi dwa kroki od domu?
W domu zimno. Odpalam piec, wychodzę na ogródek. Drzewo rośnie. To drzewo. Róże kwitną po raz drugi w tym roku. Rododendron przycupnięty w kącie łapie krople deszczu. Pamiętam taki mały krzaczek. Wygięta choinka, taka trochę niemrawa, budziła we mnie litościwe wsparcie. Wycięta, przeniesiona, gdzieś zginęła, miejsce zajęte, ale pamiętam cholerę. Bo jakaś taka wyjątkowa była roślina.
Potem kąpiel. Piana w żółtej wanience, Młody walczy z kaczką (o zapachu waniliowym), rytuał wieczornego przed-spania. Ubrany w pidżamę czeka na tankowanie, potem pomruczy, palca possie i.. tyle go widzieli.
Usta, ustaw w TiVi, Wojewódzki później, wieczór leniwie oblany piwem Królewskim i Desperados z limonka dla Megi.
Noc za oknem. Leniwość w głowie.
Jutro pracowity dzień.
Adieu.
by zwykly0n | 2010-09-14 22:48:41 |
skomentuj! (1)
KoFi HeVen
Cofi Haven gewarem przytłumionych rozmów, zapachem kawy i jakimiś brzęczeniami wypełnia otoczenie. Maks ćwiczy głosy, od 'dadada' po 'łałała'. W dowolnej konfiguracji i intensywności decybeli.
KoT klepie w klawisze, korzystając z dobrodziejstwa, kawa z siecią. Wiec się sieciuję, rzucając okiem na Maksa, machającego lewą stopą. Nie.. prawą. I gryzącego ucho słonia.
Maks odkrył że posiadanie dwóch zębów na dole (takie tyci tyci, malutkie) świetnie pasuje do wbijania ich we wszystko i wszystkich.
Pycha. Auć.. MAKS!.. Ślad na dłoni wygląda jak po ukąszeniu żmiji.. Maks jestes jadowity? W odpowiedzie uśmiech od ucha do ucha.
Tym uśmeichem kupuje wszystkich na około. Aczkolwiek najbardziej lubi te długonogie piękności nachylajace się nad wózkiem. Ma koleś gust. Z kumplem z zadowoleniem podglądamy jego poczynania...
Gdy KoT żył zyciem nie-KoTa jeszcze, nie zdawał sobie sprawy, że intensywne skupienie kulkumiesięcznego kolesia, z odrobiną czerwieni na buzi.. oznacza, że trzeba powoli, ale zdecydowanie udać się do pokoiku dla makti i dziecka. I wymienić pieluchę. Zamin, jej zawartość wykrzywi nosy wokoło.. Auć.
- Chodź Maks.
I oddaliliśmy się z Kofi Heven.
by zwykly0n | 2010-09-05 19:09:54 |
skomentuj! (0)
Dzień jak codzień.
Przyjechała babcia.
Bo w sumie są dwie, jedna dostępna na skinięcie chociażby problemem organizacyjnym. Zakochana we wnuczku. Wspaniała, na która można zawsze liczyć.
Druga w swoim świecie, w domu z Dębem i stawem. Staw z karpiami i szczupakiem (podobno koleś szczupak ma się całkiem nieźle, wiesz, on sam i te rybki...).
Babcia poczuwa się że musi i jest. Maks rozanielony, bo Babcia to zawsze coś, pewnie i tak nie notuje różnicy między Margo, Jolą, Babcią albo Helą nachylającą się nachalnie przez sklepem zoologicznym.
Tu mały przerywnik w temacie nachalnych 'jaki śliczny chłopczyk' (Maks! Nie uśmiechaj się do starego wytapirowanego babsztyla!)
Czasami kusi mnie aby rzucić 'won!' do takiej paniusi, ale potem myślę, że powinienem pobierać opłaty. W sumie Maksa zrobić łatwo nie było. Obiecałem Megi plemnika, miał być odpowiednio wyhodowany, wypasiony, taki plemnik bysior... i jest. Poza tym Maks miał mieć brązowe oczy (done), spryt KoTa (done), uśmiech KoTa (done), tyłek KoTa (done, chyba...?), no i generalnie powinien być jak KoT (done done done). Wyszedł klon KoTa, o czym wszędzie ją informują. Jako autor wspieram rodzicielkę dodatkiem
- no Megi, ale przecież, zobacz, usta Twoje, ząbki Twoje, głupawka Twoja...
- KoT - on nie ma jeszcze zębów!
- no.. ma jednego, na dole się wyrżnął i piszczy na łyżeczce...
Ach.. i stópki są ewidentnie po Megi
- wiesz, będzie mógł chodzić po wodzie Megi,
- spadaj KoT!
Litery lepią mi się do palców i kilka słów jeszcze mam ochotę wylać tutaj conieco, ale.. Zuza przyszła. Mruczy. Łasi się. Łapą sięga do klawiszy. Znaczy:
- spadaj do łóżka bo nie mam na kim łapuf położyć.
Maks śpi. Babcia patrzy w płaski ekran TiVi. Megi pluszcze się w Łazience. Wiec Zuzę posłucham. Fajnie mi mruczy przed zaśnięciem. Potem w ciszy sam mogę iść spać.
Adieu.
by zwykly0n | 2010-08-19 22:34:34 |
skomentuj! (0)
Dzień jak codzień.
Słońce rozpierdala niebo na kawałki. Tym razem jednak, zaciągnęło na swoją paląca twarz falbany lekkiej mgły, zasunęło błękit nieba w kolory białej szarości. To nic. Nadal termometr ociekał rozgrzaną rtęcią gdzieś w okolicach trzydziestego stopnia.
Ach ściemniam. Teraz termometr jest elektroniczny. Przytulony do kawałka płotu bezprzewodowo piszczy do stacji pogodowej, a ta próbuje mnie przekonać, że będzie lało. Nie wierzę jej...
Wieczór.
Młody zadowolony, jak zwykle ssie stopę.
Znajomi dzwonią, że przed bramą, pilot do bramy ma za mały zasięgi, wiec ruszam dupsko kilkadziesiąt metrów w głąb osiedla.
Parkują tuż tuż. Ich dzieciak jest z napędem na dwie nogi. Już. Wiec pełno go wszędzie, tu dotknie, tam przewróci, upuści, uderzy. Moja wyrozumiałość dla cudzej młodzieży zmienia się w sopel lodu, ale nie daję po sobie poznać. Kumpel mnie pociesza:
- no, Ciebie też co czeka - tonem znawcy.
Może i czeka... ale nie tu i nie teraz. I kurwa lubię mój mały samochodzik, model fiata 126p, stojący pod TiVi. Takim rozbijałem się po laski, ledwie w ostatniej klasie LO dostałem prawko. Poza tym seks był niezły, taki, ograniczony przestrzenią wnętrza auta dla ludu. Dzisiaj zdecydowanie za dużo miejsca w tych Fordach i Oplach...
Grill skwierczy, śmierdzi spalenizną, ale smakuje nieźle, wiec pałaszujemy jak leci. I tak zostanie kupa mięcha na potem. Szkoda wyrzucić tak od razu, niech poleży w lodówce kilka dni, potem i tak trzeba będzie oddać do www.kosz.pl.
W międzyczasie sprzątam, Megi sączy DesperadoS, szybko jej wchodzi, ale rozumiem, bo jak młodego tankuje piersią to zapach dobrego sprzętu wystarczy aby od razu odpłynąć.
Mnie porusza dopiero trzecia butelka KrólewskiEgo.
Po drodze młodego na górę, wanienka, piana i jego rozbrykany uśmiech. Jak on to robi, myślę, że całym sobą szczęśliwy taki. Też tak chcę. Lecz nie umiem, delektuję się, spijając jego beztroskę.
- MEEEGIII - wołam. Przyszła, ręcznik, cycek i zawinięty w pieluchę odpływa do swoich kołysanek. Dziecko ideał.
Wracamy do gości, gadu gadu o bzdurach, Zuza wpada w wózek Młodego. Wreszcie czuje się jak księżniczka, odpowiednio ważna, dostrzeżona, zauważona, mruczy mrużąc oczy.
Poszli.
Chory Potter w TVN, potem reklamy, mnie ściska na sika, lecz klepię w klawisze jeszcze kilka słów.
Megi na górę, prysznic i sen.
A ja..? Cóż. Czasami zastanawiam się gdzie i jak mi jest. Lecz potem wystarczy poranne spojrzenie baaardzo brązowych oczu uśmiechnięta buzia.. I.. wiem że w sumie dla bezbronnego świata jestem. Bardzo jestem. I.. dobrze mi się jest.
Mam nową ksywę. Od Megi. KoT.
Duże Ka małe o i duże Te.
by zwykly0n | 2010-08-13 22:30:03 |
skomentuj! (0)
Layout by Dark Angel
Layouty
Picture from
Fantasya